Autor tego bloga jest jednym ze zwycięzców konkursu na blogera Eurosportu. Jego teksty ukazują się na stronie eurosport.pl obecnie można mnie spotkać także w salonie24. Zapraszam
Blogi Sportowe Blogowisko.org
Blog > Komentarze do wpisu

,,Żaden madafaka nie podskoczy do Polaka”

W niedzielę Feyenoord Rotterdam przegrał 0:10 z PSV Eindhoven. Dziwny to rezultat, bo ciężko w najnowszej historii piłkarstwa ligowego przypomnieć sobie podobny (dwucyfrowy) wynik. Może w niższych klasach rozgrywkowych, ale nie w jednej z czołowych lig starego kontynentu. Jeszcze dziwniejsze jest to co dzieje się w polskich mediach po tym meczu.

Oto nagle posypały się teksty jakoby była to ,,kompromitacja” … Leo Beenhakkera. Z tego co wiem to trenerem tego zespołu jest ktoś zupełnie inny, a Beenhakker w Rotterdamie pracuje jako dyrektor sportowy. Nie sądzę, żeby osoba taka bezpośrednio była odpowiedzialna za wyniki. Czy zatem tytuły w stylu: klęska Leo są na miejscu? Google nie boli panowie ,,publicyści”, a pisząc o czymś wypadałoby mieć o tym jakieś pojęcie. Od lipca 2009 roku ten zasłużony holenderski zespół prowadzi Mario Been. Taki mini-Been(hakker). Można się ,,pomylić”. Szkoda, że w kilku relacjach z niedzielnego spotkania nie trafiłem ani razu na nazwisko Beena. Szczytem dziennikarskiego ,,geniuszu” jest wpis zasłużonego dziennikarza, pana Bogdana Chruścickiego. Nie będę komentował, zobaczcie sami.

W tym miejscu wypada postawić pytanie: co takiego zrobił nam/wam Beenhakker, że po kilkunastu miesiącach od jego pożegnania się z polską piłką wciąż atakuje się go w naszych mediach. Jego największą winą jest chyba to, że nie wyszedł z grupy na Euro. Tylko pamiętajmy, to on jako jedyny trener wprowadził polską drużynę na ten turniej. Fakt, nigdy za polskimi dziennikarzami nie przepadał, ale żeby do tego stopnia go nie lubić? Doskonale pamiętam w jakiej atmosferze i jakimi wynikami żegnał się z kadrą. Też mam mu to za złe. Przypominam tylko, że w ostatnich dwóch dekadach w podobnym stylu kończył chyba każdy trener reprezentacji.

Kiedy jakiś czas  temu Leo skomentował, dość grzecznie i spokojnie wyprawę reprezentacji Polski za ocean, nasze portale obiegła szokująca, świecąca na czerwono, wiadomość: Beenhakker żartuje z polskiej reprezentacji. To nie żart panowie i panie, te słowa to bardzo trafna i do tego humorystyczna ocena sytuacji: ,,Zatelefonował do mnie Leo Beenhakker z pytaniem, czy coś się zmieniło z lokalizacją najbliższych mistrzostw Europy. Zażartował, że skoro Polacy polecieli grać mecze towarzyskie do Ameryki, to chyba właśnie tam musieli przenieść najważniejszą dla Biało-Czerwonych imprezę – mówi nam Jan de Zeeuw”  /onet.pl/

Żyjemy w wolnym kraju, mamy wolne, mogące mówić co chcą media. Także Beenhakker może mówić co chce. Jak by nie był trochę na piłce się zna więc skomentował. Ja chciałbym tylko, aby w informacjach było więcej rzetelności. Wpisy takie jak ten przytoczony w tym tekście (a jest ich więcej, nawet w poważnych na pierwszy rzut oka portalach) są zwyczajnie nieprawdziwe i świadczyć mogą o dwóch rzeczach: a) 0 braku kompetencji autora b) jego złej woli wobec osoby o której pisze (czyt. braku obiektywizmu). Która opcja gorsza?

 

-------

pubsport.pl- publicystyka sportowa - zapraszamy do pisania notek na naszej stronie oraz do dyskutowania o sporcie! W tym tygodniu w pubpsorcie ukazały się między innymi takie notki:

Wilamowice, where amazing happens - poznaj historię małego klubiku z A klasy,Michał Trela napisał: ,, (...) Początkowo było zgodnie z planem i po pierwszej połowie 1-0 prowadziła Kalna. W przerwie rozmawiałem z Maciejem Sordylem, stoperem gospodarzy, który zapewniał mnie, że Wilamowice ten mecz wygrają. – Wystarczy, że Natanek strzeli dwa gole – twierdził. Dominik Natanek to średniego wzrostu napastnik. Przed meczem widziałem go stojącego z papieroskiem, kiedy mówił do jednego z rywali, że „jeszcze nie zaczyna rozgrzewki, bo jak za dużo pobiega, to potem nie będzie miał sił...”

Nie ma już wielkiej trójki - w polskiej lidze nie ma już wielkiej trójki, a i dominacja dwóch potęg nie jest taka pewna, Damian Ślusarczyk napsiał: ,,(...)Trzej wielcy faworyci z Krakowa, Warszawy i Poznania przegrali w czasie 29 rozegranych przez siebie spotkań 13(!) meczów. W końcowej tabeli ubiegłego sezonu można dopatrzeć się zaledwie 17 takich zdarzeń. Co więcej, już na finiszu 2009/2010 Legię z podium zepchnął chorzowski Ruch. Wobec tego nie rozumiem komentatorów, którzy w sobotni wieczór, po efektownych wygranych Wisły i Legii, wieścili powrót starego i dominację wielkiej trójki..."

Czy Michalczewski był wielkim mistrzem?Krzysztof Borowiknapisał: ,,(...)Postanowił walczyć jedynie w Niemczech broniąc jedynie pasa WBO. Na ?swoim?  terenie był niemal niezagrożony. Za oceanem był mało znany kibicom boksu, jedynie przez znawców i dziennikarzy był doceniany. Od pojedynku z Virgilem Hillem Dariusz Michalczewski nie walczył w żadnej unifikacyjnej walce. Po części to wina jego promotorów, gdyż zarabiali na nim kupę kasy, a ewentualna porażka z bardzo groźnym rywalem mogłaby by to zmienić..."

środa, 27 października 2010, damslu